Po weselnych harcach w Delhi i pławieniu się we względnym luksusie przez tydzień przyszedł czas na powrót do życia w drodze jako podróżnik z plecakiem czyli “backpacker”. Przez cztery dni spałem w wygodnym hotelu lub w domu wujka w Delhi, piłem najdroższe whiskey na weselu i chodziłem w jedwabnych szatach, które pewnie nieprędko na siebie znów włożę. Te wygody sprawiły, że dość niechętnie opuściłem mieszkanie wujka po godzinie 17:00 aby złapać autobus do oddalonego o prawie 900 kilometrów miasta Gorakhpur, skąd miałem dojechać do granicy z Nepalem, a następnie dotrzeć do Lumbini - miejsca narodzin Buddy. Aby uniknąć korków na drodze pojechałem metrem do Kashmiri Gate, na północ od starego miasta. Kashmiri Gate przypomina swoim chaosem stację kolejową New Delhi, choć jest być może nawet większym węzłem komunikacyjnym. Oprócz krzyżujących się trzech linii metra znajduje się tu również olbrzymi dworzec autobusowy.
Po raz kolejny po wyjściu z wagonu metra doznałem szoku gdy włączyłem się do morza ludzi zmierzających we wszystkich możliwych kierunkach. W Kashmiri Gate jest aż osiem bram wyjściowych z metra, więc najpierw musiałem znaleźć moją. Jako że do odjazdu autobusu zostało jeszcze półtorej godziny, najpierw zaspokoiłem głód. Część dworca, z której odjeżdżał mój autobus była niestety ciemnym i nieprzyjemnym parkingiem, na którym dziesiątki autobusów stało jeden obok drugiego, a między nimi błoto, kałuże i śmieci utrudniały przejście. Było już po zmierzchu, a wszędzie dookoła panował gwar: nawoływania konduktorów, pytania podróżników o autobus, rozmowy, krzyki. Ten nadmiar bodźców był niezwykle oszałamiający, ale wewnątrz mnie jak zwykle adrenalina zagłuszyła narastającą panikę. Zapytałem kilku osób o autobus i na szczęście dość szybko go znalazłem. Kierowca okazał się bardzo życzliwy i polecił mi zjeść jeszcze jeden posiłek, gdyż podróż miała się odbyć bez przystanków.
Silnik autobusu włączył się punktualnie o 19:20, ale zanim wydostaliśmy się z przepełnionego parkingu minęło może nawet pół godziny. Gdy tylko ruszyliśmy położyłem się na dolnym łóżku i przykryłem kocem. Aby mieć nieco więcej prywatności zasunąłem szklane drzwi i zasłoniłem zasłonę. Wewnątrz mojej kabiny miałem gniazdko elektryczne i wystarczająco dużo miejsca aby postawić mniejszy z dwóch plecaków. Autobusy nocne z kuszetkami są całkiem komfortowe, jeśli wybierze się wiarygodnego przewoźnika. W aplikacjach do rezerwowania biletów takich jak RedBus można zobaczyć średnią ocenę każdej firmy, na bazie której warto podjąć decyzję. Tego rodzaju pojazdy z kuszetkami ze względu na bezpieczeństwo nie są dostępne na trasach górskich, lecz wszędzie poza Himalajami można dość wygodnie się wyspać w podróży. Następnie przez kolejną godzinę lub dwie staliśmy jeszcze w delhijskich korkach, które na szczęście przespałem.

Obudziłem się około godziny siódmej kiedy przejeżdżaliśmy niedaleko miasta Ajodhja, słynnego w całych Indiach jako miejsce narodzin boga Ramy. Poza Indiami ludzie niezwiązani z hinduizmem usłyszeli o tym miejscu w kontekście sporu, który od XIX wieku podsyca ogień nienawiści między społecznością hinduską i muzułmańską. Brytyjscy archeolodzy znaleźli w miejscu XVI-wiecznego meczetu Babri Masjid ruiny dawnego fortu, który rzekomo miał być miejscem narodzin Ramy. Wówczas powstała niepotwierdzona do dziś teoria, że fort i świątynia Ramy istniejące tam wcześniej zostały wyburzone przez pierwszego cesarza Imperium Wielkich Mogołów Babura, a na ich miejscu wybudowano meczet. W 1992 roku po kilku dziesięcioleciach kampanii na rzecz zburzenia Babri Masjid i wybudowania na jego miejscu świątyni Ramy, tłum hinduskich fundamentalistów wziął sprawy w swoje ręce i wyburzył islamskie miejsce z pomocą lub bez pomocy narzędzi. Od tamtego czasu wyburzony Babri Masjid i nowo powstała na tym miejscu świątynia Ramy znajdowały się w centrum ogólnokrajowego konfliktu i były przedmiotem wielu spraw sądowych między organizacjami i stowarzyszeniami reprezentującymi obie społeczności. Sąd najpierw orzekał, że połowa spornego terenu należy się muzułmanom i nie pozwalał na budowę świątyni. W końcu konflikt na korzyść strony hinduskiej przeważył panujący w Indiach klimat polityczny i w Ajodhji na zgliszczach nieszczęsnego meczetu powstało wreszcie miejsce kultu boga Ramy.
Z okien autobusu dostrzegłem w oddali zarysy nowej świątyni. Częścią mojego oryginalnego planu była wizyta w Ajodhji i bliższe zapoznanie się z tą niezwykle ważną dla Indii historią. Niestety czas mnie naglił i na wypadek nieprzewidzianych okoliczności wolałem jak najszybciej dotrzeć do Nepalu. Po godzinie 9:00 dotarłem na przedmieścia Gorakhpur, skąd złapałem współdzieloną taksówkę do granicznego miasteczka Sonauli. Podróż, po której nie oczekiwałem większych wrażeń, okazała się fascynująca ze względu na panujące na tutejszych drogach kuriozalne zwyczaje. Jadące pod prąd poboczem motory i autoriksze to norma również w innych miejscach Indii, jednak tutaj pod prąd na dwupasmówce oddzielonej od przeciwnego pasa ruchu jechały nawet samochody. Nasz kierowca w ogóle się tym nie przejmował i zwyczajnie omijał przeszkody jadące pod prąd tak samo jak te jadące poprawnie. Po dłuższej obserwacji doszedłem do wniosku, że to normalne, iż mieszkańcy jadą pod prąd skoro podwyższone pasmo zieleni na środku drogi prawie nie ma przerw umożliwiających przedostanie się na poprawny pas. Gdyby kierowcy jechali poprawnym pasem ruchu, nierzadko musieliby jechać aż 5-10 kilometrów, aby móc zawrócić i pojechać w innym kierunku. Tutejsze drogi są po prostu źle zbudowane, a ludzie po prostu szukają skrótów.

Po ponad dwóch godzinach dotarłem do Sonauli, gdzie poszedłem po stempelek do urzędu imigracyjnego po stronie indyjskiej a potem po wizę po stronie nepalskiej. Nepalska wiza zawsze wydawała mi się niezwykle droga: Miesięczny pobyt kosztuje tutaj aż 50 dolarów, a 15-dniowy 30 dolarów. Niestety tym razem miałem przekroczyć 15 dni w trakcie planowanego treku, przez co wolałem nie ryzykować. Przedłużanie wizy po upływie jej ważności mogłoby się skończyć nieprzyjemnościami. Kiedy wyraziłem moje udawane zdziwienie ceną, uprzejmy pracownik urzędu uśmiechnął się i zasugerował żebym ożenił się z nepalską dziewczyną aby uniknąć opłaty. Krótko po uiszczeniu opłaty i zalegalizowaniu pobytu złapałem autobus do miejscowości Siddhartanagar, gdzie wsiadłem do kolejnego busa jadącego do Lumbini. Po godzinie 15:00 dotarłem do przyjemnego pensjonatu, w którym miałem do dyspozycji pokój z łazienką za nieco ponad 5 euro za noc. Brakowało mi zaledwie 2 godzin aby spędzić całą dobę w podróży, więc czułem się kompletnie wykończony. Po zjedzeniu obiadu i prysznicu usiadłem na chwilę w kawiarence pensjonatu z komputerem, ale czułem się tak zmęczony, że szybko wróciłem do pokoju na sjestę. Tego dnia wystarczyło mi jeszcze sił na zjedzenie kolacji i już po 21:00 byłem w łóżku. Niestety nie zasnąłem przez następne dwie godziny z powodu niezwykle głośnych ceremonii gdzieś w okolicy. Dzwony i śpiewy ustały być może dopiero po północy. Następnego dnia dowiedziałem się że hałas dobiegał z pobliskiej świątyni.
Miałem zaledwie jeden dzień na zwiedzenie Lumbini, które jest bardziej zespołem świątyń i klasztorów niż miastem lub wioską. Wszystkie buddyjskie obiekty znajdują się wewnątrz prostokątnego obszaru o długości 4,8 kilometra i szerokości 1,6 kilometra. Na zewnątrz tego terenu objętego ochroną istnieje mała wieś z restauracjami i pensjonatami, w której to się zatrzymałem. Jako miejsce narodzin Buddy Lumbini jest jednym z czterech najważniejszych celów pielgrzymek buddystów z całego świata obok miejscowości Sarnath, Bodh Gaya i Kushinagar w północnych Indiach. Większość państw związanych z buddyjską tradycją założyło tutaj swoje świątynie i klasztory upamiętniające rodzinne miasteczko założyciela religii. Swoje obiekty mają tu na przykład Kambodża, Tajlandia, Sri Lanka czy Mjanma, gdzie buddyści stanowią większość populacji, ale także Chiny, Indie, Japonia czy Korea Południowa, w których buddyzm jest istotną religią. Oprócz tego swoje ośrodki założyli też wierni z takich krajów jak Stany Zjednoczone, Kanada, Francja lub Niemcy. O dziwo, w budowie jest też świątynia rosyjska. Gdyby była dziełem Kałmyków, będących jedynym buddyjskim narodem w Europie, nie wydawałoby się to wcale sprzeczne z ideą tego miejsca, ale budowę zlecił sam rosyjski rząd, ten sam który bez powodu brutalnie zaatakował Ukrainę i codziennie morduje jej obywateli. W miejscu poświęconym promocji pokoju obecność tego projektu wydała mi się bardzo nie na miejscu.

W każdym razie Lumbini jest bardzo ambitnym projektem. Poza dziesiątkami świątyń sfinansowanych przez inne państwa, istnieje tu też buddyjski uniwersytet, centrum konferencyjne, klinika weterynaryjna i wiele obiektów goszczących pielgrzymów z całego świata. Znakomitą większość gości stanowili zresztą sami Nepalczycy, w tym wycieczki szkolne, oraz pielgrzymi głównie z Azji południowo-wschodniej i wschodniej. Najważniejszą świątynią jest Mayadevi, poświęcona matce Buddy. Jest to prostokątna, pomalowana na biało struktura stojąca na miejscu dawnej budowli z drewna otoczonej wykopaliskami z VI wieku przed naszą erą, kiedy żył Budda. Obok świątyni stoi też filar, który wzniósł Aszoka (304 – 232 p.n.e.), buddyjski władca imperium Maurjów, aby upamiętnić swoją wizytę w Lumbini.
Na północ od świątyni Mayadevi zaczyna się długi na prawie dwa kilometry kanał, którym pływają łodzie z turystami. Po obu stronach kanału, za szerokim pasem zieleni, wznoszą się świątynie i klasztory: Po stronie zachodniej należące do odgałęzienia buddyzmu zwanego mahajaną i jego odmiany, wadżrajany, natomiast po stronie wschodniej te spod znaku therawady, powszechnego w Azji południowo-wschodniej i południowej. Najpierw odwiedziłem te pierwsze, wśród których szczególnie zachwyciły mnie obiekty chiński i koreański. Kilka klasztorów i świątyń opierało się na wzorze tybetańskim, w tym obiekt sfinansowany przez Kanadyjczyków. Buddyzm tybetański, zawierający elementy tantryczne, jest częścią wadżrajany. Zwiedziłem też niezwykle ciekawe muzeum buddyzmu w Nepalu, znajdujące się pod pokaźnych rozmiarów stupą.
Po paru godzinach kluczenia między świątyniami i klasztorami, dotarłem do pustej, północnej części Lumbini, prawdopodobnie zarezerwowanej pod konstrukcję nowych obiektów. Idąc tą pustą przestrzenią usłyszałem znajome dźwięki, których na początku nie zidentyfikowałem dopóki nie usłyszałem słów: “Allah akbar”. To muezzin nawołujący do modlitwy z pobliskiego meczetu przekrzykiwał wszystkie pobliskie świątynie buddyjskie. W rejonie Teraj na południu Nepalu mieszka znakomita większość nepalskich muzułmanów, stanowiących nieco ponad 4% populacji kraju. Południe kraju jest kulturowo, etnicznie i językowo zbliżone do Indii. Duży procent mieszkańców stanowią etniczni Indusi, spokrewnieni z populacją po drugiej stronie granicy i mówiący tymi samymi językami, między innymi urdu, którym posługują się muzułmanie. Dzięki temu porozumienie się w hindi nie stanowiło tu dla mnie żadnego problemu i nikomu nie przeszkadzało to, że używam tego języka.
Na samej północy terenu Lumbini znajduje się wielka stupa pokoju, po zobaczeniu której zawróciłem na południe idąc tym razem wschodnią stroną, gdzie zobaczyłem imponujące świątynie z krajów Azji południowo-wschodniej: tajską, kambodżańską i birmańską. Bardzo widoczne w nich były wpływy chińskie, na przykład figury węży i smoków. W porównaniu z nimi indyjska budowla wydała mi się rozczarowująco prosta, szczególnie biorąc pod uwagę kluczową rolę Indii w historii buddyzmu. Indie zasługują na coś więcej niż pozbawiony ornamentów jednopiętrowy budynek o dodatkowym spiczastym dachu. Odniosłem wrażenie, że wszystkie kraje włożyły spory wysiłek w budowę swoich obiektów, zapewne zdając sobie sprawę z tego, że jest to sposób na budowanie swojej “miękkiej siły”, czyli w zasadzie prestiżu własnej kultury w świecie. Oczywiście nie powinna to być konkurencja, ale jeśli tak to rozpatrywać to Indie przegrały z kretesem z Chinami i resztą Azji.
Opis powyższych zdjęć:
1) Klasztor Nava Maitri Mahavihara
2) Klasztor Dharma Swami Maharaja Buddha Vihar zbudowany w stylu tybetańskim
3) Świątynia chińska
4) Świątynia chińska
Pozostałe zdjęcia z Lumbini:
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Statua Buddy w klasztorze Nava Maitri Mahavihara |
 |
| Klasztor Nava Maitri Mahavihara |
 |
| Kanał dzielący Lumbini na dwie części |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia chińska |
 |
| Świątynia koreańska |
 |
| Stupa przy jednej ze świątyń |
 |
| Stupy przy jednej ze świątyń |
 |
| Olbrzymia stupa mieszcząca muzeum buddyzmu w Nepalu |
 |
| Wnętrze muzeum buddyzmu w Nepalu |
 |
| Drigyu Kagyu Lotus Stupa |
 |
| Świątynia Nepal Vajrayana Mahavihara |
 |
| Świątynia Nepal Vajrayana Mahavihara |
 |
| Świątynia Nepal Vajrayana Mahavihara |
 |
| Świątynia Nepal Vajrayana Mahavihara |
 |
| Świątynia Nepal Vajrayana Mahavihara |
 |
| Świątynia w budowie |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kanadyjska |
 |
| Świątynia kambodżańska |
 |
| World Peace Pagoda |
 |
| Świątynia tajska |
 |
| Świątynia tajska |
 |
| Świątynia tajska |
 |
| Świątynia tajska |
 |
| Świątynia tajska |
 |
| Kanał we wschodniej części Lumbini |
 |
| Świątynia kambodżańska |
 |
| Świątynia kambodżańska |
 |
| Świątynia kambodżańska |
 |
| Świątynia kambodżańska |
 |
| Świątynia kambodżańska |
 |
| Świątynia Mjanmy |
 |
| Stupa przy świątyni Mjanmy |
 |
| Wejście do świątyni Mjanmy |
 |
| Świątynia Mjanmy |
 |
| Ogród wewnątrz świątyni Mjanmy |
Comentarios
Publicar un comentario