Świątynie Khajuraho i kilka słów o indyjskich pociągach

Była sobota, mój piąty dzień w Agrze, od wczoraj oczekiwałem na kuriera, który według mojego wujka miał dostarczyć upragnioną kartę SIM do godziny 16:00. Zanim przesyłka w końcu dotarła około 18:00, byłem już mocno zdesperowany. Przesiedziałem cały dzień w hostelu ponieważ nie miałem już specjalnie ochoty na dalsze zwiedzanie Agry. Zobaczyłem już to co chciałem i pragnąłem opuścić to miasto aby poznać kolejne miejsca, które zaznaczyłem sobie na mapie - Gwalior, Orchhę oraz park narodowy Panna niedaleko Khajuraho. Poczułem przypływ entuzjazmu natychmiast po zainstalowaniu karty SIM w telefonie i z pomocą kuzynki zarezerwowałem sobie miejsce w pociągu do Khajuraho następnego poranka.

Podróże pociągiem w Indiach powinny być obowiązkowym punktem programu każdego szanującego się podróżnika. Niemal każdy przejazd koleją jest tutaj przygodą, ponieważ nigdy nie możemy mieć pewności co do jej przebiegu. Pociąg prawdopodobnie się spóźni, ale może też niespodziewanie przyjechać na czas ku zaskoczeniu czekających na peronie pasażerów. W trakcie przejazdu zapewne poznamy też przynajmniej kilku ciekawych współpasażerów, którzy będą mieli wiele pytań: Czy jesteś żonaty? Czy masz dzieci? Ile zarabiasz? Bezpośredniość tych pytań może być równie zaskakująca jak sporadyczna punktualność pociągów. Niektórzy pasażerowie zaoferują nam swoje jedzenie, inni alkohol, a w razie potrzeby również pomoc. Mieszkańcy Indii są na ogół niezwykle hojni w okazywaniu całkowicie bezinteresownej pomocy, co zawsze zbija mnie z tropu, bo w Europie nie jestem do tego przyzwyczajony.

W Indiach podobnie jak w Polsce każdy pociąg ma swoją nazwę: Rajdhani Express, Shatabdi Express, Vande Bharat, Gatimaan Express, Tejas Express, itd. Niektóre z nich mają bardzo dobrą reputację ze względu na czystość i punktualność. W aplikacji przewoźnika IRCTC mają zazwyczaj oceny powyżej 4 na 5. Inne zaś są niestety na drugim końcu tej klasyfikacji. Wsiadając do takiego konwoju zastaniemy stare wagony, brudne toalety, gorzej działającą klimatyzację lub wiatraki. Oczywiście w każdym pociągu są różne klasy. Vande Bharat i kilka innych to szybkie i w miarę punktualne pociągi, których wagony mają rzędy foteli zamiast przedziałów (Chair Cars). Długodystansowe ekspresy takie jak te nazwane Rajdhani (w hindi “stołeczny”, jadące do stolicy) mają klasę Sleeper z kuszetkami. Klasa wyżej czyli 3AC jest klimatyzowana, a pasażerowie dostają czystą pościel, poduszki i koce. W 2AC każdy otwarty przedział ma 6 łóżek zamiast 8 i zasłony dla większej prywatności. Z kolei wagony najwyższej klasy 1AC mają zamknięte przedziały, podobnie jak w europejskich pociągach nocnych. Wiele składów zawiera też kilka wagonów najtańszej drugiej klasy lub klasy ogólnej, w których miejsca nie są gwarantowane, wobec czego zazwyczaj wypełniają się do granic możliwości. Większość pociągów w Indiach ma po kilkanaście lub nawet więcej wagonów. Prayagrag Express kursujący między miastem Prayagrag a Delhi ma ich aż 24. 

Ceny tych pociągów zależą od długości trasy oraz reputacji pociągu. Za miejsce w klasie 3AC na trasie Delhi - Bombaj lub Delhi - Kalkuta możemy zapłacić około 1500 - 3000 rupii (około 15 - 30€ według dzisiejszego kursu), natomiast inne nocne połączenia są jeszcze tańsze. W klasie Sleeper cena jest jeszcze niższa, na przykład z Delhi do Bombaju zapłacimy jedynie 650 rupii (6,50€). Latem, kiedy noce są ciepłe, w tej klasie podróżuje się całkiem wygodnie mimo braku pościeli w łóżkach. Na krótkich trasach trwających 2-3 godziny również opłaca się wziąć miejsce w klasie Sleeper lub nawet ogólnej. Nawet jeżeli pociąg jest pełen, taki przejazd może okazać się przyjemną przygodą. Nie raz odbywałem takie podróże w klasie ogólnej szczególnie w południowym stanie Kerala, gdzie przejazd między miastami trwa jedynie kilka godzin. Najczęściej stałem w otwartych drzwiach wolno-jadącego konwoju i obserwowałem tropikalny krajobraz.

Tym razem miałem podziwiać nieco inne widoki, a mianowicie wiejskich Indii północnych. W niedzielę rano wsiadłem do nieco opóźnionego pociągu do Khajuraho i zająłem miejsce na górnej kuszetce. Wokół mnie przez większą część podróży odbywał się spektakl dzieci wracających zapewne z jakiejś szkolnej wycieczki lub kolonii, rodzin z dziećmi i sprzedawców wody i różnego rodzaju smakołyków. Wszystkie drzwi były otwarte i siedziały lub stały w nich grupki osób rozmawiających i obserwujących krajobraz. Za oknem zrobiło się ciekawiej zwłaszcza wieczorem, kiedy to zachodzące słońce zabarwiło na czerwono horyzont nad wiejskim pejzażem. Gdy tylko słońce uciekło ogrzać inne kraje, zrobiło się zimno i musiałem ubrać bluzę. Pod koniec podróży pociąg jechał już prawie pusty poprzez kompletną ciemność. Większość pasażerów wysiadła na większych stacjach takich jak Jhansi, Harpalpur lub Mahoba. Na niewielkiej stacji Khajuraho na pasażerów czekały już hordy kierowców taksówek i autoriksz, jednak ja miałem już zarezerwowany transport do mojego pensjonatu. Około godziny 20:00 zakwaterowałem się w bardzo podstawowym lecz wygodnym pokoju z podwójnym łóżkiem i małą łazienką za jedyne 250 rupii, czyli około 2,50 €. Kolację zjadłem w taniej i skromnej restauracji bengalskiej, która okazała się doskonałym wyborem. Jedzenie miało niezwykle intensywny smak, co świadczyło nie tylko o jakości składników i przypraw, ale też o umiejętnym ich wykorzystaniu. Nieco później usłyszałem od syna właścicieli pensjonatu, że przodkowie właściciela restauracji zostali sprowadzeni z Bengalu do Khajuraho przez tutejszego maharadżę, aby dla niego gotować. Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale zajadając się warzywnymi daniami wchodzącymi w skład wegetariańskiego thali mogłem się poczuć niczym maharadża

Przejażdżka skuterem po okolicach Khajuraho

Khajuraho jest malutkim miasteczkiem jak na indyjskie standardy ze swoją populacją zaledwie 24 tysięcy osób. Jego wiejskie okolice pełne są pól uprawnych gdzie tylko sięga oko, a na południowy-wschód znajdują się lasy parku narodowego Panna, który jest też rezerwatem chroniącym tygrysy. Ktoś mógłby pomyśleć: Co takiego ciekawego można znaleźć w małym, prowincjonalnym miasteczku. Otóż Khajuraho było kiedyś ważnym miejscem dla wyznawców hinduizmu oraz dżinizmu, religii która narodziła się jeszcze w starożytnych Indiach. W jego okolicach znajdują się liczne zespoły świątyń pochodzących głównie z XII wieku naszej ery i znanych ze swoich mocno erotycznych rzeźb przedstawiających nagie i półnagie pary całujące się i uprawiające seks, czasami w pozycjach wymagających niebywałej fantazji i elastyczności ciała. Niektórzy zagraniczni turyści nazywają je świątyniami Kamasutry. Z pewnością jest to miejsce pobudzające wyobraźnię i podnoszące temperaturę ciała o kilka stopni.

Drugiego dnia mojego pobytu w Khajuraho wynająłem skuter, aby dojechać do oddalonych o około 20 kilometrów wodospadów na rzece Ken oraz zobaczyć świątynie dookoła miasteczka. Droga prowadząca do wodospadów była szerokości przeciętnego samochodu, lecz ruch był obustronny, więc nie raz musiałem zjeżdżać na pobocze aby ustąpić większym pojazdom. Większość z nich stanowiły jednak motory, których kierowcy i pasażerowie nie mieli na sobie kasków. Początkowo jechałem bardzo ostrożnie, ale piękne, wiejskie okolice wprawiły mnie w doskonały nastrój i poczułem się znacznie pewniej. Na niektórych odcinkach mogłem przyspieszyć do 50-60 kilometrów na godzinę, natomiast przejeżdżając przez wsie zwalniałem do 20-30.

Wodospady na rzece Ken powstały w miejscu jej przepływu przez szerokie, kamienne koryto, które wydrążyła tworząc wąski wąwóz. Woda wpada do niego pod dużym ciśnieniem i płynie dalej w kierunku północnym, gdzie wpada do znacznie większej Jamuny. Nie zostałem jednak zbyt długo w okolicach wodospadu gdyż nie miałem zamiaru płacić kilkuset rupii za przewodnika, bez którego nie można było kontynuować wizyty w części płatnej. W pobliskiej jadłodajni zjadłem aloo parathę - placka z ziemniaczanym nadzieniem, wypiłem herbatę i ruszyłem w drogę powrotną. Bardziej niż wodospad tak naprawdę chodziło mi o samą radość przejażdżki motorem po kilku latach przerwy. Dużą przyjemność sprawiały mi szczególnie długie, proste odcinki drogi, na których mogłem przyspieszyć bez większej obawy o stłuczkę. Pobocza drogi były dosyć szerokie, a drzewa i krzewy znajdowały się w odległości kilku metrów od niej, dzięki czemu mogłem obserwować okolice nie martwiąc się, że ktoś wtargnie niespodziewanie na jezdnię.

Tego dnia zdążyłem jeszcze zwiedzić kompleks wschodnich świątyń, do których wstęp jest darmowy, w przeciwieństwie do tych zachodnich znajdujących się w centrum Khajuraho. Przy każdej z nich czekali ludzie proszący o jałmużnę lub sprzedający pamiątki, którzy próbowali mnie namówić na obejrzenie pamiątek i towarów zupełnie mi niepotrzebnych.. Sprzedawcy byli jednak bardzo przyjaźnie nastawieni a ich prośby nie były natrętne, w związku z czym odmawiałem im równie przyjaźnie. Z powodu skradzionych mi wcześniej pieniędzy mogłem sobie pozwolić jedynie na całkowicie niezbędne wydatki takie jak jedzenie. Niewielką kwotę przeznaczyłem też na wynajęcie skutera, dzięki któremu mogłem zwiedzić około 5-6 świątyń w okolicach Khajuraho. Zdążyłem obejrzeć ostatnią z zaznaczonych na mojej mapie świątyń kiedy słońce zaczęło powoli zachodzić a niebo nad horyzontem poczerwieniało. Był to dla mnie znak, żeby wracać do pensjonatu i uniknąć jeżdżenia skuterem po ciemku. Po powrocie umówiłem się na piwo i posiadówkę z Rajem, młodym synem właściciela mojego pensjonatu. Oprócz Raja i jego kolegi był z nimi też ich były lokator z Francji, który mieszkał z rodziną Raja przez 2 lata w trakcie pandemii Covid-19 i dbał o okoliczne bezpańskie psy. Dołączyła też do nas Julia z Argentyny, która nieźle zarabia w Australii i oszczędza na podróże po Azji, jak bardzo wielu podróżników, których spotkałem na swojej drodze w Indiach, Sri Lance i Nepalu. Julia rozkręcała swój biznes jako wróżka i astrolożka, czym zajmowała się w trakcie podróży.

Rozmowy były prowadzone w przyjaznym i wesołym tonie dopóki nie pojawił się temat polityki. Raj był już nieco pijany, przez co nie filtrował swoich wypowiedzi. Między innymi pozwolił sobie na bardzo wulgarne wyzwiska pod adresem szefowej rządu stanowego Bengalu Zachodniego Mamty Banerjee, wielkiej przeciwniczki premiera Narendry Modiego. Wiedziałem, że partia Modiego BJP cieszy się niezwykłą popularnością w stanie Madhja Pradeś, lecz mimo to nie potrafiłem powstrzymać się przed wyrażeniem swojego zdania, zwłaszcza że Raj rzucił również niewybrednym komentarzem o muzułmanach. Każde kolejne zdanie - zarówno Raja jak i moje, wzmagało napięcie w powietrzu. Julia wykorzystała tę chwilę, aby wycofać się do swojego pokoju, co było dla mnie zrozumiałe. Na szczęście chwilę później Raj i ja załagodziliśmy chwilowy konflikt i zdecydowaliśmy zmienić temat rozmowy.

Niestety islamofobia, hinduski fanatyzm i nacjonalizm rosną w siłę wśród młodych pokoleń w Indiach za rządów BJP i Narendry Modiego. Muzułmanie coraz częściej traktowani są z podejrzliwością jako potencjalni zdrajcy ojczyzny, których lojalność jest stale kwestionowana, w szczególności przy okazji wojen lub nawet meczów krykieta przeciwko Pakistanowi, czy też zamachów terrorystycznych takich jak ten ostatni w Delhi. Modi jest wręcz ubóstwiany i bezkrytycznie podziwiany zwłaszcza w północnych stanach takich jak Uttar Pradeś, Madhja Pradeś i Bihar. Na całym świecie przyszedł czas na zmierzch liberalnych demokracji, których miejsce zajmują powoli dyktatury psychopatów i megalomanów. Prawa mniejszości i prawa człowieka coraz częściej poświęca się w imię walki z mniej lub bardziej wyimaginowanym wrogiem. Z tymi refleksjami w dość ponurym nastroju położyłem się do snu. Na szczęście samopoczucie poprawiał mi nieco plan na następny dzień - safari w parku narodowym Panna.

Comentarios

Entradas populares de este blog

Język kataloński w teorii i praktyce

Katalończycy tłumaczą: Skąd ten separatyzm?

Podatki Leo Messiego - Kto stoi za oskarżeniem?

Bye Bye Barcelona - Dokument o turystyce masowej w Barcelonie

Diada 2014: V jak "votar". Katalonia chce głosować.

Nerwowa cisza przed burzą: Referendum 1-O w Katalonii

Festa Major de Gràcia - święto Gràcii

Walencja: Wizyta u kuzynów z południa

Dzień hiszpańskości w stolicy Katalonii

Some Indian movies on women's rights