Stara lewica w Hiszpanii a kwestia Ukrainy
Niedawno miałem nieprzyjemność odbycia rozmowy o Ukrainie z przedstawicielem typowej hiszpańskiej starej lewicy - przyjacielem przyjaciółki, facetem po 50, inteligentnym i dysponującym wiedzą na wiele tematów. Rozmowa ta nie była przyjemna ze względu na zaskakujące dla mnie powielanie rosyjskiej propagandy przez mojego rozmówcę. Jego argumenty mogły być wyciągnięte bezpośrednio z jakiegoś rosyjskiego podręcznika propagandowego: Zepsuty zachód, amerykański imperializm zmuszający biedną Ukrainę do wstąpienia do złego NATO i bogu ducha winna Rosja, która była zmuszona do reakcji ze względu na zagrożenie na swojej granicy. Niestety tego rodzaju bezkrytyczne papugowanie absurdalnej retoryki Kremla jest dość powszechne w pewnych sektorach tutejszej lewicy.
O ile w innych kwestiach, takich jak walka z kryzysem mieszkaniowym lub wsparcie Palestyny wobec izraelskiego ludobójstwa, jesteśmy po tej samej stronie, o tyle temat Ukrainy jest kością niezgody, która odpycha mnie od wielu lewicowych środowisk w Katalonii i Hiszpanii. Cztery lata temu, gdy Rosja rozpoczęła swoją brutalną i niczym nie sprowokowaną inwazję, moja polityczna tożsamość przeżyła prawdziwe trzęsienie ziemi. Od dawna i do dzisiaj identyfikuję się z ruchami antyfaszystowskimi, które piętnują imperializm mocarstw takich jak Stany Zjednoczone i szukają alternatyw wobec neoliberalnego porządku na świecie. Przez wiele lat swoje poglądy nosiłem na koszulkach z hasłami antyfaszystowskimi lub na kaszkiecie z przypinkami. Jednak w 2022 ze zdziwieniem i oburzeniem odkryłem, że w Katalonii i Hiszpanii wiele osób noszących te same symbole stanęło po stronie imperialistycznego agresora. Dzisiaj antyfaszystowskie oznaczenia noszę jedynie od święta. Cztery lata temu zrozumiałem, że prawdziwy antyfaszyzm nosi się w sercu, które instynktownie staje po stronie sprawiedliwości, a oprócz instynktu trzeba mieć również chęć krytycznego myślenia.
Oczywiście to nie cała hiszpańska i katalońska lewica łyknęły rosyjską propagandę, ale pewna, znacząca jej część, taka jak sektory związane z partią Podemos i ruchami komunistycznymi, postrzegają wciąż Rosję pozytywnie, jako spadkobiercę Związku Radzieckiego, wyidealizowanego przez starą lewicę w krajach zachodniej Europy jako bastion wolności i równości. Według ich naiwnej wizji, na świecie istnieje tylko jeden imperializm i jest to ten amerykański. Wszystko co amerykańskie jest z natury złe, więc siły walczące z tym złem trzeba wspierać nawet jeśli nie są idealne, lub bardzo dalekie od ideału, tak jak Rosja i Chiny. Przymyka się więc oko na imperialistyczne zakusy wobec sąsiednich krajów, które usprawiedliwia się w ramach tak zwanych stref wpływów, w ten sposób akceptując imperialistyczną logikę podziału świata między imperiami. Bagatelizuje się niezliczone potwierdzone przypadki łamania praw człowieka. Wspomnijcie tylko o nich, a w odpowiedzi dostaniecie monolog o amerykańskich interwencjach w różnych krajach na świecie. Jeśli chcecie porozmawiać o sytuacji mniejszości narodowych w Chinach, takich jak Ujgurzy i Tybetańczycy, to zmienią Wam temat na Guantanamo i Wenezuelę. Spróbujcie zapytać o korupcję, rasizm i homofobię w Rosji Putina, a w odpowiedzi usłyszycie pytanie o amerykańskie inwazje na Irak i Afganistan. Intelektualne lenistwo tej wizji jest zaskakujące.
Natomiast to co najbardziej mi przeszkadza w sposobie postrzegania Ukrainy przez część tutejszych lewicowców, to aroganckie ignorowanie woli ukraińskiego narodu. W ich opinii Ukraińcy nie starają się o członkostwo w Unii Europejskiej i NATO, to Unia i NATO zwodzą Ukrainę, niepotrzebnie prowokując w ten sposób Rosję i skazując Ukrainę na dewastację. Wydarzenia z kijowskiego Majdanu w 2014 to również manipulacja amerykańskiego wywiadu i zachodnich organizacji pozarządowych i korporacji, które mają swoje interesy w przyjęciu Ukrainy do grona członków UE i NATO. Winę za cierpienie ukraińskiego narodu w tej perspektywie całkowicie ponosi zachód, nie natomiast rosyjski agresor. Mój niedawny rozmówca nie ma chyba zbyt wysokiej opinii o ludziach gdziekolwiek, nie tylko w Ukrainie, gdyż uważa większość każdego społeczeństwa za podatną na manipulacje i naiwną. Trudno jest odpowiedzieć na taki argument racjonalnie, bo to przecież tylko opinia. Z pewnością nie zdołałem obronić mojej tezy o niezależnym i suwerennym ukraińskim narodzie, który po prostu chciałby zdecydować o swojej przyszłości bez strachu i gróźb ze strony sąsiedniego mocarstwa.
Nie jestem pewien czy mój adwersarz w tej dyskusji znał historię rosyjskich ingerencji w politykę innych państw. Według niego to jedynie Amerykanie wspierają naszą europejską skrajną prawicę, a przecież istnieje wiele potwierdzonych relacji tego stronnictwa z Kremlem, robiącym wszystko co w jego mocy, aby podzielić i zniszczyć Unię Europejską. Rosja wspierała choćby ultrakonserwatywne organizacje lobbujące na rzecz zakazu aborcji w Europie czy też przeciwko prawom kolektywu LGBT Q+. Chciałbym zapytać mojego rozmówcę, czy swój pesymizm dotyczący samodzielności i niezależnej woli społeczeństw aplikuje również do np. Palestyńczyków. Wyobrażam sobie, że nie, bo przecież oni są ofiarą amerykańskiego imperializmu… Czy zmanipulowani byli również demonstranci w Nepalu i Bangladeszu, którzy niedawno obalili rządy w swoich krajach? A może jednak działali w interesie większości społecznej, zmęczonej nadużyciami rządzących nią elit? W ferworze zaciętej dyskusji zapomniałem też wspomnieć o rosyjskich antyfaszystach i demokratach, którzy w większości są przeciwni Putinowi i jego decyzji o napaść na Ukrainę. Zapewne byliby zaskoczeni słysząc putinowską propagandę z ust hiszpańskiego lewaka.
W moim odczuciu antyfaszyzm wiąże się z niezgodą na imperialne ambicje megalomanów i psychopatów u władzy dzisiejszych mocarstw. Antyfaszyzm to również wiara w ludzi i oddolne ruchy zdolne obalić skorumpowany i autorytarny rząd. Przeświadczenie, że ludzie są w większości głupi, otumanieni konsumpcjonizmem i propagandą to pesymizm, który jestem w stanie zrozumieć, ale którego też nie podzielam. Nie zgadzam się też z uproszczoną interpretacją relacji międzynarodowych, w ramach której wróg mojego wroga staje się automatycznie moim sojusznikiem. Dla przykładu, popieram europejską pomoc Ukrainie i uważam, że stanęliśmy po właściwej stronie w tym konflikcie, natomiast jestem całkowicie przeciwny bezwarunkowemu wsparciu dla państwa Izrael, które od samego początku swojego istnienia łamie międzynarodowe prawo, a od kilku lat dopuszcza się jawnego ludobójstwa i czystek etnicznych. W tym przypadku zdecydowanie jesteśmy po złej stronie, w związku z czym z przykrością przyznaję rację tym, którzy oskarżają Europę o hipokryzję.
W każdym razie dzięki gorącej dyskusji o Ukrainie z hiszpańskim lewakiem tym bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że antyfaszyzm i troskę o prawa człowieka należy nosić w sercu a nie tylko na koszulce.
O ile w innych kwestiach, takich jak walka z kryzysem mieszkaniowym lub wsparcie Palestyny wobec izraelskiego ludobójstwa, jesteśmy po tej samej stronie, o tyle temat Ukrainy jest kością niezgody, która odpycha mnie od wielu lewicowych środowisk w Katalonii i Hiszpanii. Cztery lata temu, gdy Rosja rozpoczęła swoją brutalną i niczym nie sprowokowaną inwazję, moja polityczna tożsamość przeżyła prawdziwe trzęsienie ziemi. Od dawna i do dzisiaj identyfikuję się z ruchami antyfaszystowskimi, które piętnują imperializm mocarstw takich jak Stany Zjednoczone i szukają alternatyw wobec neoliberalnego porządku na świecie. Przez wiele lat swoje poglądy nosiłem na koszulkach z hasłami antyfaszystowskimi lub na kaszkiecie z przypinkami. Jednak w 2022 ze zdziwieniem i oburzeniem odkryłem, że w Katalonii i Hiszpanii wiele osób noszących te same symbole stanęło po stronie imperialistycznego agresora. Dzisiaj antyfaszystowskie oznaczenia noszę jedynie od święta. Cztery lata temu zrozumiałem, że prawdziwy antyfaszyzm nosi się w sercu, które instynktownie staje po stronie sprawiedliwości, a oprócz instynktu trzeba mieć również chęć krytycznego myślenia.
Oczywiście to nie cała hiszpańska i katalońska lewica łyknęły rosyjską propagandę, ale pewna, znacząca jej część, taka jak sektory związane z partią Podemos i ruchami komunistycznymi, postrzegają wciąż Rosję pozytywnie, jako spadkobiercę Związku Radzieckiego, wyidealizowanego przez starą lewicę w krajach zachodniej Europy jako bastion wolności i równości. Według ich naiwnej wizji, na świecie istnieje tylko jeden imperializm i jest to ten amerykański. Wszystko co amerykańskie jest z natury złe, więc siły walczące z tym złem trzeba wspierać nawet jeśli nie są idealne, lub bardzo dalekie od ideału, tak jak Rosja i Chiny. Przymyka się więc oko na imperialistyczne zakusy wobec sąsiednich krajów, które usprawiedliwia się w ramach tak zwanych stref wpływów, w ten sposób akceptując imperialistyczną logikę podziału świata między imperiami. Bagatelizuje się niezliczone potwierdzone przypadki łamania praw człowieka. Wspomnijcie tylko o nich, a w odpowiedzi dostaniecie monolog o amerykańskich interwencjach w różnych krajach na świecie. Jeśli chcecie porozmawiać o sytuacji mniejszości narodowych w Chinach, takich jak Ujgurzy i Tybetańczycy, to zmienią Wam temat na Guantanamo i Wenezuelę. Spróbujcie zapytać o korupcję, rasizm i homofobię w Rosji Putina, a w odpowiedzi usłyszycie pytanie o amerykańskie inwazje na Irak i Afganistan. Intelektualne lenistwo tej wizji jest zaskakujące.
Natomiast to co najbardziej mi przeszkadza w sposobie postrzegania Ukrainy przez część tutejszych lewicowców, to aroganckie ignorowanie woli ukraińskiego narodu. W ich opinii Ukraińcy nie starają się o członkostwo w Unii Europejskiej i NATO, to Unia i NATO zwodzą Ukrainę, niepotrzebnie prowokując w ten sposób Rosję i skazując Ukrainę na dewastację. Wydarzenia z kijowskiego Majdanu w 2014 to również manipulacja amerykańskiego wywiadu i zachodnich organizacji pozarządowych i korporacji, które mają swoje interesy w przyjęciu Ukrainy do grona członków UE i NATO. Winę za cierpienie ukraińskiego narodu w tej perspektywie całkowicie ponosi zachód, nie natomiast rosyjski agresor. Mój niedawny rozmówca nie ma chyba zbyt wysokiej opinii o ludziach gdziekolwiek, nie tylko w Ukrainie, gdyż uważa większość każdego społeczeństwa za podatną na manipulacje i naiwną. Trudno jest odpowiedzieć na taki argument racjonalnie, bo to przecież tylko opinia. Z pewnością nie zdołałem obronić mojej tezy o niezależnym i suwerennym ukraińskim narodzie, który po prostu chciałby zdecydować o swojej przyszłości bez strachu i gróźb ze strony sąsiedniego mocarstwa.
Nie jestem pewien czy mój adwersarz w tej dyskusji znał historię rosyjskich ingerencji w politykę innych państw. Według niego to jedynie Amerykanie wspierają naszą europejską skrajną prawicę, a przecież istnieje wiele potwierdzonych relacji tego stronnictwa z Kremlem, robiącym wszystko co w jego mocy, aby podzielić i zniszczyć Unię Europejską. Rosja wspierała choćby ultrakonserwatywne organizacje lobbujące na rzecz zakazu aborcji w Europie czy też przeciwko prawom kolektywu LGBT Q+. Chciałbym zapytać mojego rozmówcę, czy swój pesymizm dotyczący samodzielności i niezależnej woli społeczeństw aplikuje również do np. Palestyńczyków. Wyobrażam sobie, że nie, bo przecież oni są ofiarą amerykańskiego imperializmu… Czy zmanipulowani byli również demonstranci w Nepalu i Bangladeszu, którzy niedawno obalili rządy w swoich krajach? A może jednak działali w interesie większości społecznej, zmęczonej nadużyciami rządzących nią elit? W ferworze zaciętej dyskusji zapomniałem też wspomnieć o rosyjskich antyfaszystach i demokratach, którzy w większości są przeciwni Putinowi i jego decyzji o napaść na Ukrainę. Zapewne byliby zaskoczeni słysząc putinowską propagandę z ust hiszpańskiego lewaka.
W moim odczuciu antyfaszyzm wiąże się z niezgodą na imperialne ambicje megalomanów i psychopatów u władzy dzisiejszych mocarstw. Antyfaszyzm to również wiara w ludzi i oddolne ruchy zdolne obalić skorumpowany i autorytarny rząd. Przeświadczenie, że ludzie są w większości głupi, otumanieni konsumpcjonizmem i propagandą to pesymizm, który jestem w stanie zrozumieć, ale którego też nie podzielam. Nie zgadzam się też z uproszczoną interpretacją relacji międzynarodowych, w ramach której wróg mojego wroga staje się automatycznie moim sojusznikiem. Dla przykładu, popieram europejską pomoc Ukrainie i uważam, że stanęliśmy po właściwej stronie w tym konflikcie, natomiast jestem całkowicie przeciwny bezwarunkowemu wsparciu dla państwa Izrael, które od samego początku swojego istnienia łamie międzynarodowe prawo, a od kilku lat dopuszcza się jawnego ludobójstwa i czystek etnicznych. W tym przypadku zdecydowanie jesteśmy po złej stronie, w związku z czym z przykrością przyznaję rację tym, którzy oskarżają Europę o hipokryzję.
W każdym razie dzięki gorącej dyskusji o Ukrainie z hiszpańskim lewakiem tym bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że antyfaszyzm i troskę o prawa człowieka należy nosić w sercu a nie tylko na koszulce.

Comentarios
Publicar un comentario