Urok Orchhy - świętej miejscowości boga Ramy

Po spędzeniu dwóch dni w Khajuraho przyszedł czas na powrót do Delhi, gdzie już za trzy dni zaczynały się ceremonie towarzyszące weselu mojego kuzyna Rishiego. Jako że miałem jeszcze czas na postój po drodze do stolicy, zdecydowałem że wybiorę się do Orchhy - miasteczka założonego w XVI przez lokalnego władcę Rudrę Pratapa Singha, który założył tam swoje królestwo. Dzisiaj Orchha jest jedynie niewielką miejscowością niedaleko dużego miasta Jhansi na południu stanu Uttar Pradeś, lecz mimo tego jest znana w całych Indiach jako ośrodek kultu boga Ramy, uważanego za tutejszego króla. Orchha jest jedynym oprócz Ajodhji takim miejscem w Indiach, przez co przyciąga tysiące pielgrzymów z całego kraju do poświęconej mu świątyni Ram Raja (“Rama król”). Kontrast między tą świątynią a całą resztą zabytkowych struktur jest zaskakujący - podczas gdy Ram Raja Mandir jest odnowiona i pomalowana, pozostałe miejsca kultu i stare pałace są w raczej opłakanym stanie.

Już pierwszej nocy w Orchhy zobaczyłem olbrzymią XVI-wieczną świątynię Chaturbhuj poświęconą Wiśnu, jednemu z trzech najważniejszych bóstw hinduizmu. Stałem na dość dużym placu z którego wchodzi się zarówno do świątyni króla Ramy (Ram Raja Mandir) jak i górującej nad całym miastem Chaturbhuj, której ponad 100-metrowa wieża (zwana “vimaną” w architekturze hinduskiej) o obłym kształcie jest najwyższą w Indiach. Pierwsza z nich wydała mi się nowoczesnym i pozbawionym wdzięku niskim budynkiem podczas gdy druga imponowała szczególnie wysokością swoich wież i oświetleniem nadającym jej uroku. Dopiero nazajutrz zobaczyłem, że Chaturbhuj wymaga poważnej renowacji. Zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz jest bardzo zaniedbana: wieże oraz fasady poczerniałe od upływu czasu, wewnątrz w wielu miejscach tynk odpadający ze ścian i sufitu, na których widać też niezliczoną ilość plam, chyba od wilgoci. 

Bez wątpienia świątynia Wiśnu w Orchhy ma ogromny potencjał, który marnuje się z powodu braku inwestycji. Podejrzewam, że lokalnego samorządu nie stać po prostu na jej odnowienie, lub inwestuje w co innego. Z tego co zdążyłem zauważyć to zapewne ich priorytetem jest świątynia Ramy, wokół której od rana do wieczora trwały prace. Robotnicy układali kostkę brukową i opróżniali puste zabytkowe budynki w okolicach placu. Przylegający do świątyni pałac radży Jhujhara Singha również znajdował się w trakcie remontu i malowania fasady od strony placu. Mam nadzieję, że następne w kolejce będą zabytki takie jak Chaturbhuj, który nawet w obecnym stanie jest jedną z najbardziej imponujących świątyń w Indiach.

Po drugiej stronie niewielkiej rzeki znajdują się wspaniałe pałace ze złotej epoki Orchhy. Raja Mahal to pałac królewski wybudowany w XVI wieku, natomiast usytuowany obok niego Jahangir Mahal został wybudowany jako rezydencja dla czwartego cesarza Imperium Wielkich Mogołów Dżahangira, który przyjechał do Orchhy z wizytą na początku XVII wieku. To właśnie ten drugi szczególnie mnie zachwycił swoim prostym pięknem. Pałac był również mocno nadwyrężony zębem czasu, choć trwały akurat prace restauracyjne jego kopuł i ćhatri, czyli struktur składających się z dachu przypominającego kształtem parasol stojących na filarach. Niestety zarówno tutaj jak i w pałacu królewskim niektóre naprawy poważnie oszpeciły oryginał. Dla przykładu eleganckie, wąskie filary podtrzymujące dachy ćhatri w niektórych ćhatri zostały zastąpione filarami ze zwykłych cegieł, co wygląda na tanią i tandetną prowizorkę. Mam nadzieję, że jest to tylko tymczasowe rozwiązanie, po którym przywrócone zostaną filary na bazie oryginału. W opłakanym stanie znajdowały się też malunki na sufitach i ścianach pałacu.

Okolice obu pałaców, które razem składają się na fort w Orchhy, są niestety jeszcze bardziej zaniedbane. Wśród gęstych drzew i krzewów pod murami pałacu Dżahangira dojrzałem budynek z kopułą, który mógł być grobowcem. Zaraz obok stał sklecony z płacht i materiału namiot, z którego ktoś nagle do mnie przemówił. Kilka metrów dalej na ziemi leżał koc, a na nim zapalniczka i fajka do palenia ćarasu, czyli mocnego ekstraktu z konopi indyjskich. Nieco dalej znajduje się zrujnowana rezydencja szefa królewskiej stajni, w której dzisiaj mieszkają ludzie, o czym świadczą choćby rozwieszone na jej murach ubrania. Zauważyłem też kobiety myjące naczynia kuchenne we wnętrzu budynku. Nie winię absolutnie osób, które skorzystały z tego walącego się już dachu nad głową. W Indiach potrzebujących domu są miliony, a skoro państwo nie stara się wystarczająco, aby poprawić ich sytuację, to ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Przeszedłem zaledwie pięćdziesiąt metrów i zobaczyłem obozowisko namiotów z plastikowych płacht i tkanin u podnóża pałacu Dżahangira. Przypuszczam, że mogły należeć one do pracowników remontujących pałace oraz ich rodzin.

Kolejny pałac będący częścią kompleksu fortowego - Shish Mahal, został przerobiony na hotel, wokół którego kręciło się stado hulmanów - dużych małp o czarnej twarzy, szarym futrze i długim ogonie, bardzo często spotykanych w Azji Południowej. Z kolei plac znajdujący się między pałacami jest dzisiaj parkingiem. Wszędzie rządziła radosna prowizorka, która niestety mocno szkodzi temu niezwykłemu miejscu. Podobnie jak Chaturbhuj odpowiednio odrestaurowane pałace robiłyby o wiele lepsze wrażenie. Nie znam się na restauracji zabytków, ale widząc niektóre rozwiązania tutaj zastosowane, mam poważne, chyba uzasadnione obawy o ich przyszłość. Mam nadzieję, że się mylę, kierując się jakąś pozostałą we mnie eurocentryczną wyższością, i że restauratorzy zabytków w Orchhy jednak wiedzą co robią. Orchha może się pochwalić wspaniałą architekturą sprzed wieków i bardzo dogodną lokalizacją nad rzeką Betwa, która dodaje miasteczku uroku. Odpowiednio zagospodarowana, może mieć przed sobą kolejny złoty wiek łączący królewską przeszłość ze zrównoważoną nowoczesnością.

Opuściłem teren fortu i skierowałem się do centrum miasteczka. Główna ulica Orchhy stanowi istny bazar pełen sklepów wszelkiego rodzaju oraz restauracji, lecz jest też drogą przelotową, w związku z czym przetaczają się nią ciężarówki, autobusy i samochody. Pojazdy przeciskają się powoli wśród tłumów ludzi, nie raz utykając z powodu upartej krowy stojącej na samym środku ulicy. Po obiedzie udałem się do znajdującej się nieco poza miasteczkiem XVII-wiecznej świątyni bogini Lakshmi, odpowiadającej za szczęście, bogactwo, obfitość, płodność i urodzajność. Ośrodek jej kultu znajduje się na wzgórzu z doskonałym widokiem na Orchhę. Każdy róg prostokątnej struktury zdobi okrągła wieża, a z wewnętrznego patio wyrasta najwyższa, centralna wieża. Styl świątyni przywołał mi na myśl radżastańskie haveli, czyli rezydencje lub pałacyki arystokracji, a w szczególności wzorzyste kraty w oknach oraz ozdobne daszki nad nimi.

Wewnątrz korytarzy otaczających wewnętrzne, otwarte patio, trwały prace restauracyjne malunków na suficie i ścianach przedstawiających sceny między innymi z hinduskich eposów takich jak Mahabharata i Ramajana, ale również wydarzeń historycznych takich jak indyjski bunt wobec władzy brytyjskiej w 1857. Artystka przewodnicząca pracom pochodziła z Lucknow i wzorowała się na historycznych zdjęciach korytarzy, dzięki czemu niezwykle skutecznie odzwierciedlała sztukę regionu Bundelkhand, w którego skład wchodzi Orchha. W niektórych miejscach dzieła oryginalnych artystów były niemal całkowicie zniszczone, jednak odmalowane i poprawione repliki doskonale pasowały do kompozycji. Przynajmniej w świątyni Lakshmi renowacja uszanowała oryginalny styl zamiast pójść na łatwiznę.

Wczesnym wieczorem poszedłem w stronę rzeki, aby zobaczyć zachód słońca w otoczeniu wspaniałych cenotafów, czyli symbolicznych grobowców władców królestwa Orchhy. Nad brzegiem rzeki Betwy stoi sześć tych tak zwanych królewskich chhatris, trzypiętrowych struktur ze strzelistą wieżą pośrodku i czterema kopułami w każdym rogu. Oprócz nich w okolicy stoi jeszcze kilka grobowców różnych rozmiarów i kształtów. Obszedłem je ze wszystkich stron dokumentując mój zwiad aparatem telefonu, po czym poszedłem na most nad rzeką aby stamtąd podziwiać zachód słońca. Na miejscu spotkałem kelnera z restauracji, w której wcześniej jadłem obiad, przedstawiającego się jako Chhotu, czyli malec. Podejrzewam, że nie zdradzał swojego prawdziwego imienia, ponieważ pochodził z muzułmańskiej rodziny i wolał uniknąć niewygodnych sytuacji z osobami o islamofobicznym uprzedzeniu. Chhotu ubolewał akurat nad utratą kontaktu z kochanką, której istnienie niedawno odkryła jego żona. Wykazałem się wtedy niepotrzebnym moralizatorstwem przypominając mu, że ma żonę i córkę, na co on odpowiedział “To nie takie proste” i ze smutkiem spojrzał w stronę słońca zachodzącego za królewskimi grobowcami. Chhotu miał oczywiście rację - to nie takie proste, a ja nie powinienem go oceniać. W Indiach małżeństwo często zawierane jest ze względów praktycznych, natomiast miłość często bywa osobnym epizodem, szczególnie w życiu mężczyzn.

Po powrocie do pensjonatu nawiązałem jeszcze rozmowę z Aniketem, synem właścicieli, który prowadził w ich imieniu rodzinny interes. Aniket miał pewnie około 30 lat i doskonale mówił po angielsku. Siedział akurat z dwoma kolegami i laptopem na kolanach. Wytłumaczył mi, że zajmował się pracą dla agencji turystycznej z Dubaju, która jednak płaciła mu indyjską pensję. Zarówno on, jak i jego koledzy byli po studiach, lecz bardzo trudno było im znaleźć stałą i dobrze płatną pracę. Mówili, że rynek pracy w Indiach jest przesycony, w związku z czym nie mogli sobie pozwolić na przebieranie w ofertach i bunt przeciwko warunkom pracy.

Na tym w zasadzie skończył się mój jedyny dzień w urokliwej Orchhy, którą chętnie odwiedzę znowu w przyszłości. Następnego dnia rano wsiadłem do tuktuka, który zawiózł mnie na stację kolejową w Jhansi. Do Delhi dojechałem po zaledwie 4 i pół godziny podróży. Już następnego dnia zaczynały się ceremonie ślubne mojego kuzyna Rishiego i jego wybranki Varshy i nie mogłem się doczekać mojego pierwszego indyjskiego wesela.

Opis powyższych zdjęć:

1) Widok na świątynię Chaturbhuj z tarasu mojego pensjonatu wcześnie rano

2) Pałac Raja Mahal

3) Świątynia Lakshmi

4) Królewskie chhatris nad rzeką Betwą

 

Pozostałe zdjęcia z Orchhy:

Fort w Orchhy

Fort w Orchhy

Widok na świątynię Chaturbhuj

Wejście do fortu w Orchhy

 
 

 

 

 

 

 

 

Wejście do pałacu Dżahangira

Pałac Dżahangira

Pałac Dżahangira

Wnętrze pałacu Dżahangira

Wnętrze pałacu Dżahangira

Wnętrze pałacu Dżahangira

Widok na Raja Mahal i świątynię Chaturbhuj z pałacu Dżahangira

Pałac Dżahangira

Wnętrze pałacu Dżahangira

Wnętrze pałacu Dżahangira

Wnętrze pałacu Dżahangira

Wnętrze pałacu Dżahangira

Wnętrze Raja Mahal

Wnętrze Raja Mahal

Wnętrze Raja Mahal

Wnętrze Raja Mahal

Wnętrze Raja Mahal

Widok na świątynię Chaturbhuj z pałacu Raja Mahal

Jeden z budynków w kompleksie fortowym

Malunki na suficie w świątyni Lakszmi

Jeden z budynków w kompleksie fortowym

Jeden z budynków w kompleksie fortowym

Jeden z budynków w kompleksie fortowym

Jeden z budynków w kompleksie fortowym - Phool Bagh, czyli ogród kwiatów

Drzewo Banyan w kompleksie fortowym

Ram Raja Temple, czyli Świątynia króla Ramy

Wnętrze świątyni Chaturbhuj

Świątynia Chaturbhuj

Świątynia Lakszmi

Wnętrze świątyni Lakszmi

Wnętrze świątyni Lakszmi

Malunki na suficie w świątyni Lakszmi

Malunki na suficie w świątyni Lakszmi

Wnętrze świątyni Lakszmi

Centralna wieża świątyni Lakszmi


Zachód słońca nad rzeką Betwą i królewskie Chhatri w tle

Cenotafy królów Orchhy

Rzeka Betwa

Cenotafy królów Orchhy

Cenotafy królów Orchhy

Cenotafy królów Orchhy

Cenotafy królów Orchhy

Cenotafy królów Orchhy

Cenotafy królów Orchhy

Comentarios

  1. Wspaniała architektura i piękne zdjęcie zachodu słońca nad rzeką!

    ResponderEliminar

Publicar un comentario

Entradas populares de este blog

Język kataloński w teorii i praktyce

Katalończycy tłumaczą: Skąd ten separatyzm?

Podatki Leo Messiego - Kto stoi za oskarżeniem?

Bye Bye Barcelona - Dokument o turystyce masowej w Barcelonie

Diada 2014: V jak "votar". Katalonia chce głosować.

Nerwowa cisza przed burzą: Referendum 1-O w Katalonii

Festa Major de Gràcia - święto Gràcii

Walencja: Wizyta u kuzynów z południa

Dzień hiszpańskości w stolicy Katalonii

Some Indian movies on women's rights