Wojna w Iranie, nowy porządek na świecie i obrona praw człowieka

Rok 2026 dopiero niedawno się zaczął, ale możemy już stanowczo stwierdzić, że zapamiętamy go jako czas imperialistycznych interwencji Stanów Zjednoczonych i Izraela, które za prezydentury Donalda Trumpa działają niczym jedno państwo. Zaczęło się od ataku na Wenezuelę i porwania jej de facto dyktatora Nicolasa Maduro. Dla wielu Wenezuelczyków usunięcie znienawidzonego autokraty było powodem do radości, ale do dzisiaj przyszłość kraju jest bardzo niepewna. Następnie ośmielony swoim napadem na południowoamerykańskie państwo Trump zaczął planować kolejne uderzenie, tym razem w równie niepokorny Iran. Minęły już około dwa tygodnie od początku tej interwencji, a jej konsekwencje bardzo trudno przewidzieć. Agresja Stanów i Izraela spowodowała reakcję Iranu w postaci ostrzelania prawie wszystkich krajów sąsiednich, w których mieszczą się amerykańskie bazy wojskowe. Mimo śmierci ajatollaha Chameneiego reżim wciąż utrzymuje kontrolę nad krajem, a konflikt stwarza poważne zagrożenie dla stabilności na Bliskim Wschodzie i nie tylko.

W Barcelonie moi znajomi z Iranu ucieszyli się ze śmierci ajatollaha i trudno mi ich winić - wszak oni i ich rodziny oraz znaczna część irańskiego narodu wiele wycierpieli pod jego rządami. Powiedziałem Irańczykom, że życzę im, aby był to początek demokratycznych zmian w ich kraju, ale nie potrafiłem ukryć przy tym zmartwienia i smutku. W gruncie rzeczy nie mam wiary w to, że atak Stanów i Izraela przyniesie im upragnioną wolność od reżimu ajatollahów. A jeśli ją przyniesie, to zastanawiam się czy w ostatecznym rozrachunku Irańczycy będą mogli uznać, że było warto wspierać tę agresję na swój kraj. Widząc piekielne płomienie trawiące zapasy ropy w Teheranie i gęste, toksyczne smugi dymu spowijające niebo nad miastem, zastanawiam się czy tak naprawdę powinno wyglądać wyzwolenie. Czy naprawdę cel musi uświęcać środki? Czy psychopatyczny pedofil i ludobójca to rzeczywiście osoby, którym leży na sercu dobro Irańczyków? Irańska opozycja pewnie nie ma innego wyjścia i jest to naprawdę tragiczne położenie, szczególnie dla Irańczyków, którzy są zmuszeni wytrzymać wojnę we własnym kraju.

Oczywiście piszę to wszystko jako osoba patrząca z zewnątrz na tę tragiczną sytuację. Nie będąc Irańczykiem nie jestem w nią tak zaangażowany emocjonalnie. Gdybym stracił wolność i być może członków rodziny z powodu opresji reżimu ajatollahów, z pewnością miałbym inne stanowisko. Tymczasem obserwując rozwój wojny z wygodnej Europy, martwią mnie setki cywilnych żyć oraz straszliwe zniszczenie infrastruktury w azjatyckim kraju. Nieuniknione jest cierpienie milionów Irańczyków, uwięzionych między fanatykami religijnymi w Teheranie i szaleńcami ze Stanów i Izraela. Mordując wcześniej tysiące własnych obywateli reżim ajatollahów pokazał wcześniej, że nie zamierza oddawać władzy, więc wojna nie zakończy się szybko, a jej skutki odczują nie tylko państwa rejonu Zatoki Perskiej lecz również państwa europejskie, których gospodarka w dużym stopniu zależy od tankowców z ropą płynących przez cieśninę Ormuz.

Mój lewicowy światopogląd nie pozwala mi na sympatyzowanie z żadną dyktaturą taką jak teokratyczny reżim irański, jednak tym bardziej nie mogę wspierać agresywnych, imperialistycznych działań Stanów Zjednoczonych i Izraela, które dzisiaj w spółce z Rosją są największym zagrożeniem dla pokoju na świecie. Ludobójstwo i zniszczenie Gazy było ostatecznym gwoździem w trumnie międzynarodowego ładu nadzorowanego przez ONZ. Dzisiaj każdy megaloman lub inny psychopata u władzy czuje się ośmielony bezczelnością Trumpa i Netanjahu, a ONZ jest kompletnie bezsilna. Obecny scenariusz jest idealny dla światowej skrajnej prawicy, która wszędzie zatruwa społeczeństwa nienawiścią i strachem. Również w Europie skrajna prawica do spółki z centroprawicą ślepo podąża za przykładem faszystów zza oceanu. Kilka dni temu w Parlamencie Europejskim te siły polityczne przegłosowały prawo, które pozwoli na deportacje nieudokumentowanych migrantów w stylu amerykańskim. Nie brakuje tak wiele, abyśmy w Europie mieli własne gestapo takie jak ICE. Wobec takich faszystowskich odchyleń potrzebujemy więcej Pedro Sanchezów a mniej Ursul von der Leyen - liderów, którzy mają odwagę przeciwstawić się tyranom w imię demokratycznych wartości zamiast ulegania presji z ich strony.

Obserwując wpisy znajomych i nieznajomych w mediach społecznościowych dochodzę do wniosku, że świat jest dziś tak mocno podzielony, że nikt nie jest już po niczyjej stronie. Nie rozumiem tych osób, które w ramach walki o wolność Iranu akceptują Trumpa i Netanjahu oraz tolerują ludobójstwo i czystki etniczne w Palestynie. Dziwi mnie stanowisko ludzi, którzy wspierają zdradzoną w haniebny sposób przez Donalda Trumpa Ukrainę, a jednocześnie milczą na temat zbrodni popełnianych przez Izrael w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Nie podzielam też zdania tych, którzy w myśl wartości antyimperialistycznych akceptują reżim ajatollahów jako mniejsze zło, potrzebne do zwalczania syjonizmu i amerykańskiego imperializmu. Obawiam się, że nie chodzi im wcale o prawa człowieka lecz obronę interesu ich własnego narodu. Zawsze instynktownie bronię praw człowieka - dlatego wspieram Palestyńczyków walczących o wolność, sprawiedliwość i suwerenne państwo, Ukraińców sprzeciwiających się tyranii i przemocy ze strony Moskwy oraz Irańczyków opierających się zamordyzmowi i opresji. Nie widzę w tym sprzeczności, lecz takie stanowisko sprawia, że jestem na linii ognia wszystkich. Być może taka jest właśnie cena, jaką trzeba zapłacić za spójność poglądów.

Comentarios

Entradas populares de este blog

Język kataloński w teorii i praktyce

Katalończycy tłumaczą: Skąd ten separatyzm?

Podatki Leo Messiego - Kto stoi za oskarżeniem?

Bye Bye Barcelona - Dokument o turystyce masowej w Barcelonie

Diada 2014: V jak "votar". Katalonia chce głosować.

Nerwowa cisza przed burzą: Referendum 1-O w Katalonii

Festa Major de Gràcia - święto Gràcii

Walencja: Wizyta u kuzynów z południa

Dzień hiszpańskości w stolicy Katalonii

Some Indian movies on women's rights